Część parabanków to prawdopodobnie ofiary polowania na czarownice

?Amber Gold? ? ?parabanki? ? ?podejrzane firmy?. Proste, prawda? W tej diagnozie nie wszystko się zgadza.

Słowo ?parabank? stało się narzędziem stygmatyzacji językowej ? przekonują przedstawiciele branży finansowej. ? Nagonka na parabanki zbudowała złą markę co najmniej kilkudziesięciu instytucjom finansowym ? uważa Jakub Czarzasty, prezes Ratalnie.com. ? Znaczna część z nich nie tylko nie figuruje na liście ostrzeżeń KNF, ale w ogóle prowadzi zupełnie inną działalność, niż budzące dziś najwięcej emocji  pobieranie depozytów i oferowanie lokat. Jeżeli spółka nie pobiera depozytów, to jakim cudem mogłaby je defraudować? ? Przykładami podmiotów tego typu są m.in. spółki ubezpieczeniowe, czy udzielające pożyczek, potocznie także nazywane parabankowymi. W ich przypadku ryzykowne obracanie oszczędnościami klientów jest o tyle niemożliwe, że po prostu nie wchodzą one w posiadanie niczyich depozytów.

Przypadek ?parabanków? nie jest zapewne pierwszym ani ostatnim. ? Nikt nie będzie oczywiście kruszył kopii o słowa ? dodaje Czarzasty. ? Ale chyba jednak zbyt szybko demonizujemy, wypaczamy pewne pojęcia. Nietrudno przewidzieć, że następna większa afera w Polsce przyniesie kolejne ?polowania na czarownice?. Na kogo wypadnie, na tego bęc.